Dzień pierwszy- zajęcia z regionalizmu
Zielona szkoła to nie tylko wycieczki i zajęcia sportowe, to też idealny czas na to, żeby lepiej się poznać, rozwijać zainteresowania i uczyć się poprzez praktyczne zajęcia.
Za nami niesamowity wyjazd na zielona szkołę. Przez 5 dni( od 25 maja do 29 maja ) zamiast uczyć się w szkolnych ławkach, mogliśmy zdobywać wiedzę poprzez udział w wycieczkach, praktyczne ćwiczenia, ale też zabawę i aktywny wypoczynek na świeżym powietrzu.
Do DWD w Jodłówce Tuchowskiej udała się grupa 30 uczniów z trzema opiekunami. Wyjechaliśmy spod szkoły w Karwodrzy 25 maja o godz. 9:00. Na miejscu byliśmy już o 9:30 i od razu zostaliśmy zakwaterowani i zapoznani z regulaminem pobytu w ośrodku, zasadami BHP oraz podziałem na grupy.Na początku zmierzyliśmy się z przygotowaniem wizytówki na drzwi, dzięki której opiekunowie wiedzieli, kto mieszka w danym pokoju. Padały ciekawe nazwy, takie jak: MEWA, WARZYWKA, KOZIOŁKI…
Tego dnia odbyły się warsztaty prowadzone przez psychologa. Zajęcia skupiały się na budowaniu zaufania w grupie, umiejętności komunikacji. Uczniowie mogli lepiej się poznać, nauczyć współpracy i zaufania. Następnie, spacerem, udaliśmy się do Izby Muzealnej prowadzonej przez p. dyrektor szkoły w Jodłówce Tuchowskiej. Dzieci zostały zapoznane z historią regionu, dawnymi rzemiosłami, codziennym życiem mieszkańców sprzed kilkudziesięciu lat. Pani dyrektor w interesujący sposób przybliżyła przeznaczenie i budowę zgromadzonych eksponatów- narzędzia rolnicze, sprzęty gospodarstwa domowego, ale także sprzęt wojskowy. Obejrzeliśmy też wiszące na ścianach obrazy o tematyce religijnej. Nie zabrakło opowieści o dawnej szkole, kałamarzach i gęsim piórze- mogliśmy zobaczyć , jak wyglądał zapis sporządzony za pomocą tych przyborów. Z pewnością była to ciekawa lekcja historii rozbudzająca szacunek do tradycji regionu.
Pierwszy dzień zakończyliśmy wieczorem z karaoke. Czas ten dla niektórych uczennic okazał się niesamowitą zabawą z polskimi i zagranicznymi przebojami. Okazało się ,że wiele dziewczyn ma talent i odwagę. To była prawdziwa integracja przy dźwiękach muzyki.
Drugi dzień pod znakiem wyjazdu i rozrywki
Ten dzień rozpoczął się pod znakiem muzycznej historii połączonej z relaksem na łonie natury. O 9:00 wyruszyliśmy do Kąśnej Dolne, aby zwiedzić dworek I. Paderewskiego i zyskać wiedzę® o tym genialnym pianiście i światowej sławy polityku. Urzekł nas spokój tego miejsca, piękny biały polski dworek szlachecki z gankiem i kolumnami, całość otoczona ogromnym parkiem ze sporym stawem i mostem, z którego obserwowaliśmy małą wysepkę; tam też robiliśmy sobie zdjęcia. Oglądaliśmy salony wyposażone w meble i przedmioty z XIX i XX w. oraz fortepian kompozytora. Obejrzeliśmy także film dokumentalny przybliżający życie, działalność i prezentujący koncerty Paderewskiego. Zobaczyliśmy tez z bliska „Stodołę”, czyli salę koncertową znajdującą się tuż obok dworku. Miejsce to było magiczną podróżą w czasie.
Nasza pani przewodnik zabrała nas także do Skamieniałego Miasta w Ciężkowicach. Dowiedzieliśmy się ,że według podania skały to ukarani za chciwość mieszkańcy miasta. Mogliśmy zobaczyć i wejść na szczyty : Czarownicy , Ratusza,. Potem wąskimi przejściami i labiryntami wiodącymi między skałami pięliśmy się w górę , aby przejść obok kamieni o nazwach: Borsuk, Warownie, Piramidy. Warunki pogodowe były świetne, więc z zadowoleniem pokonywaliśmy leśne ścieżki i podejścia.
Rajd zakończył się sukcesem, młodzież nie tylko pogłębiła wiedzę z geografii, geologii, ale też dowiedziała się sporo o florze i faunie tego terenu. Droga powrotna upłynęła w radosnej atmosferze.
Popołudnie pełne było różnych zajęć rekreacyjnych, artystycznych i rozrywkowych. Wzięliśmy udział w zajęciach ceramicznych, cyrkowych, fotograficznych i strzeleckich. Naszym uczniom udało się stworzyć cudeńka z gliny- zwierzątka, kubeczki, serduszka. To był miły relaks, ale tez skupienie przy ugniataniu materiału. Potem nauka żonglerki, kręcenia talerzami, piłeczkami. Niektórym piłeczki uciekały, a inni kręcili talerze bardzo długo i nawet opanowali trik z trzema piłkami. Te zajęcia to mnóstwo śmiechu, ale tez nauka cierpliwości. Jeszcze tylko strzelectwo na świeżym powietrzu wymagające skupienia, ciszy i precyzji. Tutaj niektórzy wykazali się celnością , a kilka „dziesiątek” wprawiało ich w dumę. Wieczorem zaś uczyliśmy się zasad fotografii. Jak złapać światło, ustalić najlepsze parametry zdjęcia, aby nasze fotki były przejrzyste i ciekawe.
To był genialny czas pełen nauki i zabawy.
Dzień trzeci- wędrujemy, wędrujemy
Naszym środowym wyzwaniem było zdobycie szczytu Brzanki. Pogoda od rana sprzyjała, chociaż prognozy mówiły, że po południu może nas zaskoczyć deszcz lub burza. Wyruszyliśmy na szlak spod budynku DWD w Jodłówce. Początkowo droga wiodła spokojnie po równym terenie, dlatego rozmawialiśmy i żartowaliśmy. Z czasem łagodny spacer zamienił się w strome podejścia. Każdy maszerował swoim tempem, łapiąc głębszy oddech oraz podziwiał soczystą zieleń drzew, roztaczające się widoki i słuchał śpiew ptaków. W końcu przed nami wyłoniła się wieża widokowa, z niej obserwowaliśmy wspaniałą panoramę okolicy. Tutaj odpoczęliśmy i udaliśmy się , by zobaczyć bacówkę , a poniżej niej budowlę wymurowaną na wzór średniowiecznego zamku. Czekała nas jeszcze droga na szczyt Brzanki ze skałami i słupem wyznaczającym wierzchołek. Tam też pomiędzy kamieniami zobaczyliśmy piękną salamandrę. Zmęczeni, ale pełni wrażeń maszerowaliśmy teraz w drogę powrotną, która prowadziła już tylko w dół. I wtedy przepowiednie się spełniły, spadł deszcz i słychać było grzmoty. Przemokliśmy do suchej nitki, ale wesołe nastroje nie opuszczały nas do samego końca. Zmęczeni, przemoczeni, ale zadowoleni szybkim krokiem wróciliśmy do ośrodka.
To jednak nie był koniec wrażeń. Chłopcy czekali na olimpiadę sportową w piłkę nożna, a dziewczyny pragnęły rozegrać mecz siatkówki. Obydwie grupy były zadowolone, bo rozjaśniło się i mogliśmy zrealizować dalszy plan dnia.
A wieczorem czekała nas dobra zabawa przy ognisku. Pieczone kiełbaski, które smakowały każdemu; opowiadanie żartów oraz wspólne śpiewanie piosenek. Przykro było rozejść się do pokojów, bo czas szybko mijał, a każdy chciał zaprezentować coś od siebie.
Był to dzień pełen przeżyć , opowieści, wspominania, czyli wspaniałej zabawy.
Dzień czwarty- zaproszenie do świata słodkości i włoskiej pizzy
Nasza wycieczka do Jasła miała połączyć podwójne warsztaty: najpierw w Muzeum Lizaka mieliśmy stworzyć własne słodycze, a potem w restauracji wykonać i skosztować własnoręcznie wykonanej pizzy.
Tego dnia „pysznie” spędziliśmy czas. Krótka podróż autokarem do Jasła była zapowiedzią miłego wydarzenia. Byliśmy wyspani i radośni. Naszą przygodę rozpoczęliśmy od miejsca , które przepięknie pachniało różnymi aromatami. Tam też dowiedzieliśmy się , jak powstają twarde karmelki i lizaki. Zobaczyliśmy historyczne i współczesne maszyny do wytwarzania słodyczy, dowiedzieliśmy się co nieco o barwnikach, aromatach i rodzajach cukru. A potem czekała nas zabawa z ciepłą masą karmelową o smaku jeżynowym i kolorze niebiesko – białym z elementami granatu. Każdy samodzielnie uformował swojego wymarzonego lizaka w kształcie, jaki sam wymyślił. Jeszcze tylko zakupy w sklepiku poniżej muzeum, czyli różnokolorowe i wielosmakowe lizaki w liczbie, jakiej kto sobie zamarzył.
Prosto z muzeum poszliśmy na warsztaty kulinarne. Najpierw poznaliśmy historię i składniki ciasta na pizzę, a potem ubrani w stylowe fartuchy i czepki stanęliśmy przy stołach, aby z przygotowanego ciasta przez mistrza włoskiej kuchni stworzyć arcydzieło smak i zapachu. Jedni bardzo szybko uformowali swoje ciasto, inni robili to powoli, ale każdy podołał wyzwaniu. Teraz tylko należało poukładać składniki i stworzyć autorskie, unikatowe dzieło kulinarne. Sam szef kuchni wkładał pizze do pieca, które potrzebowały tylko 2 minuty , by być gotowe. A degustacja, to był moment oczekiwany przez wszystkich, sala zapełniła się niesamowitym zapachem a nasze głodne brzuszki smakowitą potrawą.
Wyprawa do Jasła to był strzał w dziesiątkę. Wróciliśmy najedzeni, z zapasem lizaków i niechętni do spożycia zawsze smacznego obiadu, który czekał na nas w stołówce.
To jednak nie był koniec dzisiejszego dnia. Wzięliśmy jeszcze udział w warsztatach mydlarskich, grze w bingo oraz spotkaniu z psychologiem. Pani prowadząca zajęcia mydlarskie pomogła nam stworzyć swoje autorskie mydełka. Wybraliśmy zapachy, barwniki i zamieniliśmy salę w laboratorium kosmetyczne, wykazując się kreatywnością; a wokół nas unosił się zapach olejków eterycznych. Gra w bingo to zdrowa rywalizacja, każdy uczestnik miał wzrok utkwiony w planszy, aby „upolować „ wymarzone hasło – BINGO. I znów, tak jak pierwszego dnia, spotkaliśmy się z panią psycholog. Nauczyliśmy się , jak jasno komunikować swoje potrzeby, słuchać innych i efektywnie współpracować . Na koniec zajęć jeszcze rysowaliśmy świnki, one też miały swoje przesłanie; każdy mógł odczytać ze swojego rysunku , jaki ma charakter.
A wieczór minął pod znakiem rozrywki na ekranie. Mogliśmy wybrać ulubiony film i leżąc na puszystej poduszce, otulić się światem wymyślonym przez reżysera.
Piąty dzień – w pracowni wikliniarskiej
Piątek, 29 maja, to już ostatni dzień pobytu na zielonej szkole. Dla tych , którzy lubią prace manualne , był to czas pełen wrażeń; dla innych trudne zmaganie się z giętką wikliną. Pani prowadząca zajęcia przyniosła różne rodzaje wikliny, pokazała wiele przedmiotów wykonanych różnymi splotami z wielu materiałów- korzeni, młodych gałązek dębu i wikliny, niektóre z nich były pamiątką rodzinną.
Na początku czekała nas łatwa praca, wykonanie obrazka na drewnie poprzez naklejenie formy z ozdobnej serwetki i nałożenia na nią lakieru. Potem tworzyliśmy wieniec z wikliny; nikt nie denerwował się nierównym splotem giętkich witek, błędy były uznawane za unikatowe wzory, twórczość osobistą i indywidualną. Oczywiście prowadząca pomagała mniej sprawnym uczniom, ale nikogo nie pouczała, nie krytykowała, swobodna formuła sprawiła, że nikt nie denerwował się zbyt luźnym lub za mocnym splotem. Każdy stworzył swój mały lub większy, a z pewnością unikatowy, wieniec. Połączenie tradycyjnego rzemiosła z relaksem, brak presji, eksperymentowanie dostarczyło nam wielu pozytywnych przeżyć. Dwie godziny pracy minęły szybko, uczestnicy warsztatów mogli zabrać swoje dzieła, ale także otrzymali pięknie wykonany wianek z wikliny oraz złotą gwiazdkę, ozdobę z wikliny papierowej .
Po obiedzie musieliśmy już pakować swoje rzeczy, sprzątać pokoje, żegnać się z sympatycznymi prowadzącymi i wrócić do zwykłej rzeczywistości- szkoły, nauki w klasach i , oczywiście, rodziny, do której najbardziej tęskniliśmy.